• Slider 719
  • Slider 716
  • Slider 717
  • Slider 720
  • Slider 707
  • Slider 711
  • Slider 712
  • Slider 648
  • Slider 718

Maria Bielamowicz

 

 

Tułaczka

Zimowe mroźne popołudnie
Ktoś do drzwi zapukał, stał i słuchał
Czy mu ktoś otworzy i uśmiechem obdarzy?
Drzwi się otworzyły, usłyszałem proszę wejść
W domu ciepło, a słowa z serca płynące, rany kojące
Podano mi szklankę mleka z kromką chleba
Na którą spragnionym czekał, jak na łaskę z nieba
Usiadłem, odpocząłem i opowiadam
Że moje życie zaduma mi zjada
Chyba nikt mi w tym ulżyć nie może
I myślę, że Bóg mi dopomoże
Wychowałem wiele dzieci
A teraz jestem wygnany na cudze śmieci
Nie miałem jadła, ani też picia
Szukam przytułku lecz bez pokrycia
Chodzę, stukam, pukam
Lecz nie jestem potrzebny nikomu
Bo dzisiaj to jedna lub dwie osoby są w domu
Piękne domy pustką świecą
W ludzkich sercach brak miłości
Nie ma w nich Boga i życzliwości
Uboga ta rodzina była
Która mnie gościną przejęła
Ale serce mieli bogate
I przed każdym otwierali swoją chatę  

 

 

 

We śnie

Stąpam po fali stawu, w którym pływa pełno ryb
We śnie widzę ojca w oddali
W lustrze wody postać jego się odbija
Między latorośli się przewija
Wytężam wzrok, a ojciec jedzie traktorem
I pełno zielonej trawy wiezie
Nagle siedzę obok niego
A on w jednej ręce trzyma kierownicę
Drugą przytula mnie do siebie
Roztargniony bo wjechał
We wąską drogę - słyszę słowa
Nie ma miejsca dla mnie tu na ziemi
Wracam z powrotem do Boga
Wchodzi do kościoła
Światła się świecą dookoła
Klęka przed samym ołtarzem
Nic nie mówi, ale słyszę szept
Panie Boże sobie oddaję Ci w darze
I z jego postaci pozostał cień

 

  • Biesiada TeatralnaOgólnopolski Festiwal Kapel Folkloru MiejskiegoKarpackie Biennale Grafiki Dzieci i MłodzieżyJazz bez

  • Budynek przystosowany dla osób niepełnosprawnych

Copyright © 2021 Centrum Kulturalne w Przemyślu | Wszelkie prawa zastrzeżone