• Slider 717
  • Slider 720
  • Slider 719
  • Slider 707
  • Slider 711
  • Slider 706
  • Slider 712
  • Slider 648
  • Slider 718


21 czerwca rozpoczęło się lato, ulubiona pora roku wielu z nas. Słońce, wakacje, czas spędzony na świeżym powietrzu bez znienawidzonych maseczek, to długo wyczekiwane chwile. W wakacyjne dni zapraszamy do relaksu z poetyckimi strofami. Wiersze o lecie zamieszczone w Wirtualnym Salonie Poetyckim są naszą propozycją na odpoczynek w cieniu drzew. Miłej lektury!

ŻYCZYMY UDANYCH WAKACJI!!

 

 

MAGDALENA PODOBIŃSKA

 

maki
wzięłam jego miłość
przykryłam się nią
i zasnęłam

śniła mi się łąka
pełna maków

małe czerwone serca
bijące w rytm świerszczy

i te niebieskie oczy chabrów
świdrujące i jednocześnie kojące

ciepło mi teraz
jestem pobudzona
do życia

 

 

truskawki
jest czerwiec
siedzę na balkonie 
z koszykiem pełnym truskawek
biorę  je do ust
jedną po drugiej

jem
tak powoli jak to tylko możliwe
bo każdy kęs to inne wspomnienie
cenna krótka chwila
subtelny dźwięk
wielka rzecz
każdego roku jest tak samo
a to oznacza że się starzeję
naprawdę starzeję
pocieszeniem jest to 
że im bardziej gorzki jest ten fakt
tym truskawki mają słodszy smak

 

 

letni czerwcowy dzień
letni czerwcowy dzień 
pachniał poziomkami
a poziomki wspomnieniami
przechowywanymi skrycie
w spiżarni serca

mimo upływu lat
ty i ja w środku
jesteśmy prawie tacy sami
stoimy pośrodku boru
jak ten Janek z pustymi kobiałkami
czekając na Jagodowego króla
i panią Borówczynę

jeszcze czasem wierzymy w bajki i cuda

i dlatego cię kocham

 

 

lipiec
moja beztroska
bosa dusza
wyleguje się 
na złotym piasku

jest lipiec
rumiane lica
zdradzają wielkie pragnienia

ptaki świergoczą 
zaplątane w zielone włosy
które lśnią jak trawa

odważnie 
wystawiam na słońce 
nasze marzenia

musi się udać
dni są teraz długie

 

 

pejzaż wiejski

pokażę ci dziś
moje płócienne myśli
rozmazane na niebie
kłębiaste nostalgie
i przejmujący błękit
lato z radiem
radio z latem
pszczoły bzyczące do obiadu
jabłka i pomidory dojrzewające na oknie
tu był ten dom
tu stał ten stół
cztery drewniane nogi
w kolorze jasnego orzecha
zachwiałam się
czy bosa krzątanina wokół błahych spraw 
to teraz nasz cały świat?
krok do przodu dwa do tyłu
grząskie piaski
soczyste łąki
kłujące snopki
i jeszcze ten babciny
ręcznie tkany chodnik
którym owijam całą siebie
jak w bezpieczny kokon z dzieciństwa
melancholijnie przetaczając się
po mglistych wspomnieniach

 

 

BARBARA ŚNIEŻEK

 

Błogi spokój

/Z tomiku „W zmienności uczuć”/


Ciche szepty letniej nocy
płyną w dal przestrzenną.
Błogi spokój zauroczy
wyobraźnię senną.

Śmielej snują się marzenia
w Orfeusza splocie
i poezji tęskne brzmienia
koją myśl w pieszczocie.

Uchylonym wpada oknem
dźwięk muzyki z dala...
Wchłania chwile te ulotne
kołysząca fala.

Majaczenia pod powieką
tworzą mdłe obrazy,
kolorami się obleką
wśród nocnej ekstazy.

Rozwarła się otchłań mroku,
nie słychać odgłosów.
Spowija sen błogi wokół -
nastał czas chaosu.

 

 

Gwiezdne marzenia

/Z tomiku „W zmienności uczuć”/


Unieś promieniem słońca
w kosmiczny bezkres gwiazd
bez początku i końca -
niech magia zwabi nas.

Wyrwij z dennej rozpaczy
w krainę złudnych snów,
gdzie miłość wiele znaczy...
Marzenia swoje mów.

Zanurz w przestrzenną głębię
rozkoszy zmysłów czar,
świetlistych gwiazd dosięgnę
namiętny czując żar.

Czaruj pięknym urokiem
poezji dźwięcznych słów.
Rozpal gorącym wzrokiem...
Szczęśliwą będę znów.

 

 

W tatrzańskiej dolinie

/Z tomiku „A ja tańczę… wersami”/


W tatrzańskiej będąc dolinie,
zaszyj się w zieleń jej traw,
gdzie woda żlebami płynie,
a kresem nurtu jest staw.

Zachwycaj oczy szczytami
tnącymi nieba błękit,
upajaj się widokami,
wyłapuj wszystkie dźwięki.

Posłuchaj cichej muzyki,
którą na smrekach gra wiatr
i strumień pluszcze kamykiem,
symfonię niosąc od Tatr.

Pośród tej ciszy na łące
z owadów głośnym rojem,
w harmonii wspaniale brzmiącej
ukoisz myśli swoje.

 

 

Echo
/Z tomiku „W zmienności uczuć”/


Ukryło się echo w zielonej dąbrowie,
w gęstej leśnej głuszy, pomiędzy listowiem
i wszystkich przedrzeźnia, i głosy powtarza,
wiernie naśladuje, albo je przetwarza.

Gdy głośno zawołasz: - Hop, hop! Hejże, hura! -
ono odkrzykuje: - Ho, ho! Ejże, ura!...
I dźwięk się odbija, i leci daleko,
bo na tym polega echo, echo, echo...

Gdzie się kryjesz, echo, powiedz mi, gdzie jesteś?
Ono odpowiada: - Jesteś, jesteś, jesteś...
Poczekaj tam na mnie, zaraz cię poszukam!
A echo żartuje: - Szukam, pukam, kukam!...

 

 

Wietrzne harce
/Z tomiku „Powrócę echem”/


Wiatr rozbujał w parku drzewa -
swą piosenkę skoczną śpiewa.
Rozkołysał wiotkie trawy,
porwał krzewy do zabawy.

Brzoza cała się chybocze -
rozpląsała w rytm warkocze.
Młoda wierzba zapłakała -
długie witki pogmatwała.

Klon w podskokach liście gubi,
których rzeźbą wciąż się chlubi.
Świerk pochyla czub w ukłonach.
Leszczyna też rozbawiona.

Dąb choć stary, ale jary
prosi lipę w tan do pary -
poplątali już gałęzie,
aż strach myśleć, co to będzie?!

Igiełkami sosna trzęsie...
Tańczy falą staw na rzęsie,
a łabędzie po nim białe
w takt żeglują doskonale.

Teraz gwiżdże wiatr w konarach
i usilnie tak się stara,
by zapiszczeć na fujarce
utrzymując wietrzne harce.

 

 

Cygański taniec
/Z tomiku "A ja tańczę... wersami"/

Na leśnej polanie tańczą niczym kwiaty
urocze Cyganki w strojach przebogatych.
Kołują spódnice i brzęczą cekiny,
barwami się mienią wspaniałe dziewczyny.

Śmieją się ich oczy, rozwiewają włosy,
drżą w rytmie ramiona, talia - niczym osy,
czasem spod falbany zerknie nóżka zgrabna,
a suknia wachlarzem faluje powabna.

Hej, skrzypce! Niech smyczek raz w lewo, raz w prawo,
czaruje melodią upojnie i żwawo.
Hej, ogniu! Rozniecaj ognisko olbrzymie,
niech iskry wirują, dym pod niebo płynie.

Hej, wietrze! Tańcz z nami zaśpiewaj piosenkę!
Kłaniajcie się drzewa i podajcie rękę.
Hej, słońce! Ogrzewaj ziemię wytęsknioną,
deszcz zaś niech napoi, gdy będzie spragnioną.

Wesoła muzyka rozbrzmiewa po lesie,
rozsypane nuty echo w dal poniesie.
Ów taniec beztroski symbolem wolności,
wyrazem cygańskiej, prawdziwej radości.

* * *

Tak było, a teraz są tylko na scenach,
bo w świecie dzisiejszym wędrowców tych nie ma.
Dobrze, że powstają zespoły cygańskie,
romski folklor przetrwa dzięki nim na zawsze.

 

 

Upał w mieście
/Z „Babcia Basia kleci wierszyki dla dzieci”/


To nie jest upał, to już przecież skwar,
z nieba się leje bezlitosny żar.
Spękana ziemia, trawa wyschnięta
już smaku wody wręcz nie pamięta.

To właśnie lato i upał taki
wszystkim stworzeniom daje we znaki.
Ludzie spragnieni trochę ochłody
szukają cienia i jedzą lody,

których jest tutaj wiele wyborów
smaków, zapachów, tudzież kolorów.
Więc zajadajmy po kilka gałek,
nie narzekajmy, że jest upałek.

Możemy spryskać ciało w fontannie
lub się zanurzyć w domowej wannie.
Wtedy też trzeba pić dużo wody
dla swego zdrowia oraz urody.

Cieszmy się latem, bo szybko minie,
wykorzystajmy każdą godzinę.
Niech nam słoneczko świeci gorące,
by wystarczyło w chłodne miesiące.

 

 

Bez przesady!
/Z „Babci Basi wiersze nowe już dla dzieci są gotowe”/


Lato upalne, lato gorące,
chyba zbyt mocno przypiekasz słońcem -
ponad trzydzieści stopni jest w cieniu -
trudno wytrzymać! Proszę, to zmień już.

Pofolguj trochę, bo bez przesady,
w takiej spiekocie nie damy rady!
Przecież tu klimat umiarkowany,
co się więc dzieje? Skąd takie zmiany?

Dosyć daleko stąd do zwrotnika,
tutaj jest Polska, a nie Afryka!
Nie widzisz tego po roślinności?...
Skąd ta pomyłka? Czemu skwar gości?

Nie wstyd ci, lato, że ziemia pęka
od tego żaru, trawa uschnięta?
Pragniemy teraz nieco ochłody,
spuść zatem z nieba choć trochę wody.

Owszem, upały także lubimy,
lecz nieprzesadne. My się stopimy!
Grzej nas z umiarem, kochane lato,
wszak miesiącami czekamy na to!

 

  • Biesiada TeatralnaOgólnopolski Festiwal Kapel Folkloru MiejskiegoKarpackie Biennale Grafiki Dzieci i MłodzieżyJazz bez

  • Budynek przystosowany dla osób niepełnosprawnych

Copyright © 2021 Centrum Kulturalne w Przemyślu | Wszelkie prawa zastrzeżone